W większym mieście ciekawiej

Istnieje zasadniczy rozdźwięk pomiędzy kulturalnymi propozycjami w największych metropoliach a tym, co można zastać na prowincji.

Nawet polskie miasto średniej wielkości jest wyraźnie uboższe w atrakcje niż większe odpowiedniki.

Niektórzy stale nad tym ubolewają, ale patrząc z drugiej strony – ciężko się dziwić.

To właśnie w miastach zamieszkiwanych przez setki tysięcy ludzi są najlepsze podstawy do tego, by organizować kulturalne przedsięwzięcia.

Znajdą się bowiem odbiorcy, którzy skorzystają z tych opcji, zapewniając przy tym zysk w przypadku komercyjnych realizacji.

Zysk to może lekka przesada, bo nawet przy sporej frekwencji czasami ledwo starcza na zwrot poniesionych kosztów, ale w niedużej mieścinie także to byłoby niewykonalne.

Dlatego mieszkańcy miasteczek położonych względnie blisko dużych ośrodków, którzy chcieliby liznąć nieco „wielkiego” świata decydują się na wyjazd i udział w interesujących wydarzeniach.

Dobrze, że mają takie możliwości, gdyż odcięcie prowincji od kultury wyższej to fatalne zjawisko.